Filmaster

watch.review.share

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Liebe Libanon

Lubię filmy wojenne, a nowe, realistyczne i degloryfikujące wojnę obrazy, w których żołnierze są ludźmi, a nie patriotycznymi kukiełkami tym bardziej. Złoty Lew w Wenecji, pozytywne recenzje krytyków i michuka umieściły więc 'Liban' na mojej liście obowiązkowej.

O co cały ten zgiełk? Bohaterami filmu są członkowie załogi czołgu pierwszego dnia Pierwszej Wojny Libańskiej. Pancerni nie zaglądali dotąd często na ekran i 'Liban' wykorzystuje tę świeżość na ile się da. Praktycznie wszystkie ujęcia, jeśli nie przedstawiają akurat wnętrza Abramsa, to pokazują świat przez jego wizjer: w nocy w podczerwieni, po poniesieniu zniszczeń przez częściowo zdruzgotaną optykę. Wąski kąt widzenia, ograniczona prędkość przesuwania optyki, trudność w odszukiwaniu obiektów - wrażenia znane każdemu, kto fotografował przez teleobiektyw, spotęgowane przez fakt, że łapczywie szukamy wzrokiem kogoś, kto właśnie do nas strzela. Towarzyszą temu odpowiednie dźwięki: warkot obracanej wieżyczki, klik zmiany stopnia powiększenia wizjera. Ogółem, logiczny krok naprzód od czasów, kiedy ktoś po raz pierwszy wymyślił jak pokazać w filmie, że ujęcie widziane jest przez lunetę lub lornetkę, mający przybliżyć widzom jak to jest w czołgu.

Jest też drugi, dość oryginalny element: izreaelscy żołnierze pochodzą z poboru, więc nasi bohaterowie dla odmiany nie są patriotycznymi maszynami do zabijania, lecz zupełnie nie przygotowanymi do wojny młokosami. W przeciwieństwie do Jamesa z 'Hurt Locker', ich głównym marzeniem jest jak najrychlejsze odesłanie do domu.

Film autorski na popularny ostatnio temat, z dobrymi zdjęciami, dający możliwość utożsamiania się z bohaterami - nie dziwię się, że recenzenci są zachwyceni. Z wyjątkiem mnie. Może jestem odosobnionym przypadkiem, lecz mnie nie wciągnął, a - choć subiektywne - jest to ostateczne kryterium oceny; film może być świetny technicznie i mądry, lecz jeśli pozostawia mnie obojętnym, to jak mogę nazwać go wybitnym lub choćby bardzo dobrym?

Pierwsza przyczyna jest bardzo subiektywna i stanowi temat na inne forum - są to moje poglądy i sympatie polityczno - historyczne. Po prostu nie bardzo mogę się zmusić do kibicowania Izrealowi w wojnie, w której zginęło tyle ludności cywilnej (patrz 'Walc z Bashirem'), w której Izreael łamał międzynarodowe przepisy (wspomniane w filmie). Na domiar złego nasi bohaterowie siedzą sobie relatywnie bezpiecznie wewnątrz czołgu, strzelając z grubsza do kogo popadnie, gdy ludzie dookoła odnoszą obrażenia. Jak mam im kibicować?

Druga przyczyna również jest subiektywna: po prostu rozhisteryzowani żołnierze wzbudzają we mnie bardziej niechęć niż współczucie. Kropka.

Trzecia przyczyna wynika w pewnym sensie z pierwszej i drugiej: nie lubię niekompetencji. Poprzez zachowanie bohaterów giną zarówno cywile, jak i piechota, za której wsparcie służą. Kłótnie pomiędzy dowódcą czołgu a podwładnymi i ogólna niesubordynacja powoduje, że największą sympatię zaskarbił sobie u mnie głównodowodzący, dublujący jako mamka dla naszych czołgistów od siedmiu boleści, wykazując się niesamowitą cierpliwością i wyrozumieniem.

Ostateczne odczucia mam bardzo mieszane. Doceniam aspekt techniczny. Doceniam realizm, niejako gwarantowany przez fakt, że reżyser służył właśnie jako strzelec czołgu w czasie tej wojny. Doceniam odwagę zrobienia filmu niskofabularyzowanego, starającego się przedstawić dzień z życia czołgisty bez upiększeń służących lepszemu smakowi.Skutkiem tego dostajemy jednak film ze szczątkową fabułą, tak jak w 'Helikopterze w Ogniu', którego bohaterowie przed napisami końcowymi są cały czas tymi samymi ludźmi, co na początku; on po prostu nie działa jako historia. W tym momencie nie wiem jeszcze, co o nim na prawdę sądzę, choć moim zdaniem na pewno nie stanie się klasykiem pierwszej rangi, jak sugerował michuk. Może dla lepszego odbioru nie należy oglądać go w kinie, lecz na laptopie, będąc zamkniętym w szafie?

turin Marcin Mościcki

Zaloguj się aby skomentować

Esme Esme

Zastanawiałam się nad podobną kwestią rozważając obejrzenie "Walca z Bashirem". Co sądzisz wobec tego o "Plutonie"? Jest to również film nakręcony z perspektywy agresora i pokazujący traumę żołnierzy, którzy brali udział w wojnie.

.

turin turin

Ostatnio chodziło mi po głowie ponowne obejrzenie 'Plutonu', więc masz szansę na obszerniejszą odpowiedź, niż sobie życzysz :)

Jest różnica: po pierwsze, zostaliśmy przyzwyczajeni już do pokazywnia Wietnamu praktycznie wyłącznie z jednej strony przez setki filmów. Po drugie, w Plutonie nie czuć tak tej asymetrii wojny; obrońcy w dżungli mają akurat przewagę poprzez znajomość terenu i wsparcie ludności cywilnej. Po trzecie, oglądałem go jako chłopak i wtedy mi się bardzo podobał - mam nadzieję, że nie okaże się zbyt patetyczny dla zgorzkniałego trzydziestolatka. Po czwarte, jest w nim Willem Dafoe.

.

Esme Esme

Widziałam "Pluton" kiedy już byłam zgorzkniała - podobał mi się. Oglądaj śmiało. :)

Nie czuć asymetrii, ale wiadomo przecież, że Wietnamie stosowano napalm, tak jak Ty dzisiaj wiesz, co się działo w Libanie. Przyzwyczajenie z pewnością odgrywa rolę. I Dafoe rzecz jasna. :) Medialnie Amerykanie wygrali tę wojnę.

.

turin turin

Obejrzałem przed chwilą - scena z uciekającym Eliasem trochę cheesy (jak to powiedzieć ładnie po naszemu?), ale całość działa i ocenę 8 podtrzymuję.

Skąd ta różnica? Chyba przede wszystkim stąd, że Pluton opowiada historię. Jego bohaterowie się zmieniają, i o tym właśnie jest ten film. Liban nie pokazuje, jak wojna wpływa na żołnierzy, tylko jak zachowują się oni, gdy po raz pierwszy muszą do kogoś strzelać i ktoś strzela do nich.

No i powiem jeszcze raz: w 'Plutonie' mamy podchody: raz górą Amerykanie, raz Wietnamczycy. W Libanie Izraelczycy siedzą w czołgu. To po prostu nie fair ;)

Nie jestem historykiem i zdaję sobie sprawę, że wkraczam na grząskie terytoria, ale jednak wydaje mi się, że wkroczenie do Wietnamu było bardziej usprawiedliwione niż do Libanu. Oczywiście, może się to sprowadzać do tego, że bardziej podobało mi się na Bliskim Wschodzie niż w Wietnami ;)

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Obawiam się, że teza o tym, że wkroczenie do Wietnamu było bardziej uzasadnione jest nie do obrony. Wietnam nie zagrażał USA, ani żadnemu innemu krajowi. Stany Zjednoczone wkroczyły do Wietnamu tylko po to, żeby stawić czoło Sowietom, czyli nie pozwolić na rozrastanie się ich imperium. W Libanie Izrael jednak walczył o swoje bezpośrednie interesy. Ale może piszę tak dlatego, że bardzo podobało mi się w Wietnamie ;)

.

Esme Esme

@turin Scena z Eliasem - trochę serowa? ;)

O tak, z argumentem "nie fair" muszę się zgodzić. Nawet jeśli kolesie w czołgu są spanikowani, to i tak są w lepszej sytuacji, bo są w czołgu i nie ma im co kibicować.

Muszę chyba znaleźć jakieś kino wielkości szafy, pójść na seans o dziwnej porze kiedy nikogo nie ma i obejrzeć ten "Liban", to będę mogła podyskutować dalej.

.

michuk michuk

Wiesz, że być może właśnie oglądanie Libanu w szafie na przysłowiowym laptopie (lub też na laptopie w przysłowiowej szafie - są jakieś przysłowia o szafach? a o laptopach?) jest bardziej prawidłowe niż "zbiorowo" w kinie? "Liban" to film, który działa tylko jeśli się w niego wejdzie głęboko. Oglądając go z boku, bez zaangażowania, nie poczuje się tego, co -- jak rozumiem -- reżyser chciał nam pokazać: stan ducha przypadkowego żołnierza na froncie.

.

turin turin

Tak. Tylko filozoficzne pytanie rodem z twórczości Orsona Scotta Carda: czy można 'wejść' w film, jeśli się nie pokocha jego bohaterów?

.

michuk michuk

Ja oglądając "Liban" jakby w ogóle nie zwracałem uwagi na bohaterów. Sam czułem się bohaterem.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Mimo że nie oglądałem jeszcze Libanu, pozwolę sobie na komentarz. Po pierwsze w samej idei pokazywania wojny ze strony najeźdźców (i ich przeżyć, lęków, zagrożeń) nie ma jeszcze nic złego, jeśli zrobione jest to w sposób uczciwy. Przez uczciwy rozumiem - pokazujący też drugą stronę medalu. Niestety faktem jest, że twórcy idą ostatnio na łatwiznę pokazując wojnę bardzo sprytnie: wojnę jako taką krytykują, ale żołnierzy przedstawiają jako niewinnych i tak samo dotkniętych wojną, jak jej bezpośrednie ofiary. Sprytne to bardzo posunięcie, bo w tym momencie winnymi wszystkiego okazują się politycy i dowódcy, którzy to wszystko rozpętali, a ponieważ ich i tak nikt nie lubi, to mamy upieczone 2 pieczenie na jednym ogniu. Uważam to za podejście nieuczciwe, bo nie mam do wojny tak naiwnego podejścia. Wojna jest w moich oczach piekłem, które wyzwala w ludziach najgorsze instynkty. Brutalne czystki etniczne, gwałty, rabunki - to wszystko przecież robili żołnierze, a nie ich dowódcy, nie są więc takimi samymi ofiarami, jak ich rzeczywiste ofiary.

Dziwi mnie jednak turin, że jesteś niekonsekwentny. Ganisz "Liban" za pokazanie wojny z perspektywy najeźdźców, ale czemu w takim razie wystawiłeś tak wysoką ocenę "The Hurt Locker", który też pokazuje wojnę z perspektywy najeźdźców? Doprawdy trudno nie uważać za nich Amerykanów. Czyż w tym filmie podejście nie jest identyczne - każe nam się wzruszać losem dzielnych amerykańskich żołnierzy, zapominając o dziesiątkach (a wg niektórych raportów nawet setkach) tysięcy ofiar tej wojny? Owszem Amerykanie w większości sami ich nie zabili, tylko zginęli w zamachach, ale trzeba pamiętać, że te zamachy są bronią, której terroryści używają w walce z Amerykanami. Trudno więc uznać ich za zupełnie nieodpowiedzialnych za to co się dzieje.

Podejrzewam więc, że dużo istotniejsze są powody 2 i 3, które wymieniłeś. Po prostu James z "The Hurt Locker" jest super kompetentny i absolutnie nie rozhisteryzowany :)

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Przepraszam za literówki, ale coś się znowu zepsuło i nie mogę edytować swoich komentarzy :/

.

turin turin

To nie jest tak, że przeszkadza mi pokazywanie wojny oczami najeźdźcy - inaczej nie mógłbym lubić żadnego z dobrych filmów o Wietnamie.

Chodziło tu przede wszystkim o asymetryczność sytuacji: film skupia się na rozhizteryzowanych czołgistach, gdy ludzie wokół giną. To, plus fakt, że akurat w wypadku tej wojny nie myślę o najeźdźcach jako o 'tych dobrych', powoduje, że po prostu nie czuję sympatii do bohaterów. Do tego film, celowo, nie składa się w spójną historię: jest to wycinek czasu zbyt krótki, by odcisnął piętno i dokanał przemiany postaci.

Ten film mnie nie wciągnął. Z powodów dość subiektywnych, jednocześnie mając obiektywne zalety, więc uważnie dobierałem słów. Ale co mogłem zrobić: napisać, jaki to fajny film, gdy mi się nie podobał?

P.S. Rzeczywiście, jest jakiś babol z edycją komentarzy.
Dokonam chyba zaraz za to lekkiej korekty notki, by lepiej wyrażała o co mi chodzi.

.

Esme Esme

@doktor_pueblo Zakładasz, że film może być etyczny lub nieetyczny - nie poważasz tezy o neutralności moralnej sztuki?

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

A gdzie ja piszę coś o etyczności? Pisałem o uczciwości, przez co rozumiem coś innego - zgodność z rzeczywistością.

A co do neutralności moralnej sztuki....hmm.. podejrzewam, że istnieją dzieła, które można uznać za nieetyczne. Np. faszystowskie kino propagandowe, podburzające społeczeństwo przeciwko Żydom, można chyba uznać za nieetyczne? Nie jest to jednak bynajmniej kierunek, w którym chciałem skierować dyskusję.

.

turin turin

Amerykanie weszli do Wietnamu jako sojusznicy napadniętego państwa. W Libanie to Izreal był agresorem, rozpoczynając działania w odpowiedzi na działania organizacji przestępczej, a nie uznanego rządu tego kraju. Trudna sytuacja i trudne wybory, ale jeśli cokolwiek, to można tę wojnę porównać do Afganistanu.

Nie będę bronił tej tezy zażarcie, bo nie mam do tego kompetencji. Chętnie dowiedziałbym się więcej na ten temat, ale to chyba nie materiał na forum filmowe.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Żeby nie było - broń Boże nie usprawiedliwiam Izraela.
Ale wracając do wojny wietnamskiej; jako sojusznicy jakiego napadniętego państwa występowali Amerykanie? I przez kogo napadniętego? Jako sojusznicy Francji napadniętej w Wietnamie przez Wietnam? ;)

.

Esme Esme

Ech, chciałam sprowokować, ale się nie udało.

BTW, kino propagandowe, obojętnie jakie, zgodnie z Twoimi kryteriami jest przede wszystkim nieuczciwe, bo pokazuje rzeczywistość w fałszywym świetle.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Nieuczciwe to jest na pewno. Ale czy każde kino nieuczciwe jest nieetyczne? Np. gdy ktoś robi kino, żeby zaspokoić oczekiwania widzów i pokazuje im to, co chcieliby zobaczyć (a nie prawdę), to to na pewno jest nieuczciwe, ale nie wiem, czy można nazwać to nieetycznym. Nie jestem etykiem, więc się nie będę wypowiadać :)

.

turin turin

"Prawda? Nie ma takiej."

Nie mogłem się powstrzymać :)

.

Esme Esme

Turin spuentował ;)

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Słusznie :)

W takim razie doprecyzowuję: (...) pokazuje im to, co chcieliby zobaczyć (a nie to co sam uważa za prawdę), to to na pewno jest nieuczciwe...

Lepiej? :)

.

turin turin

Oj, trudny temat. Po pierwsze, pojęcie uczciwości jest strasznie szerokie i aby prowadzić merytoryczną dyskusję pewnie trzeba by doprecyzować jaki rodzaj uczciwości mamy na myśli (założę się, że filozofia wyodrębniła tuzin rodzajów).

Jeśli przyjmiemy definicją słownikową, 'rzetelny, zgodny z prawdą', to w zasadzie praktycznie żaden film nie dokumentalny nie jest uczciwy, bo zakłamuje rzeczywistość (i nie mówię tylko o trywialnym fakcie, że fabuła jest zmyślona).

Doktorze, nie rozumiem "Jako sojusznicy Francji napadniętej w Wietnamie przez Wietnam? ;)" - to pewnie była ironia. Moja znajomość historii Wietnamu ogranicza się jedynie do kilkunastu stron z Lonely Planet, więc czegoś nie łapię, ale Wietnam Południowy byl już od kilku lat niepodległy, a Francuzi dawno wygonieni? Przecież ich porażka pod Dien Bien Phu miała miejsce w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych?

LOL, offtop może nie taki zabawny jak ten z biurem matrymonialnym, ale przynajmniej nie ma jeszcze flamewara.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

To była ironia, bo nie miałem pojęcia o czym mówisz, pisząc, że weszli "jako sojusznicy napadniętego państwa". Amerykanie żadnego napadniętego państwa nie ratowali (jeśli już to przed nim samym ;)); nie bądźmy naiwni, tyle w tym prawdy, co w tym, że w Iraku szukali broni masowego rażenia. Po prostu realizowali swoją politykę mocarstwową.

O co do "prawdy" to myślę, że dobrze wiesz, co miałem na myśli, tylko szukasz dziury w całym. Nie chodzi przecież o jakieś detale, tylko o ogólny sens zdarzeń. Skoro nie można stwierdzić obiektywnie, jaka jest prawda, stąd mówić możemy tylko o uczciwości rozumianej subiektywnie, czyli przed samym sobą, w obliczu informacji, które się posiadało, czy w które się wierzyło.

Ale przyznaję Ci rację, że pewnie ani Ty, ani ja nie jesteśmy specjalistami od epistemologi,i więc nie ma co tej akademickiej debaty ciągnąć :)

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook